poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 9


            Darcy już od dłuższego czasu przyglądała się śpiącemu Louisowi, który uroczo pochrapywał, tuląc policzek do jej ramienia. Musiała przyznać, że taka odsłona bruneta, była nad wyraz nieprawdopodobna. Nie miała pojęcia czemu, ale gdy tak na niego patrzyła, to miała wrażenie, że ma  do czynienia z niewinnym chłopakiem, który po prostu pogubił się w tym pokręconym świecie i potrzebuje kogoś, kto pomoże mu powrócić na odpowiednią drogę. Bądź, co bądź, Lou był najmilszą osobą jaką do tej pory poznała, oczywiście nie wliczając w to Tiffany i Funky. On jedyny przejmował się jej samopoczuciem i za każdym razem miała wrażenie - być może mylne - że chłopak stara się zachować w taki sposób, aby jej do siebie nie zrazić. Kto wie, być może, gdyby spotkali się w innych okolicznościach, ich znajomość mogłaby się mocno zaciślić? Brązowooka czuła się przy nim niezwykle swobodnie i choć pałała do niego sympatią, to wiedziała, że nie może pozwolić sobie na przywiązanie. Miała świadomość tego, że późniejsza rozłąka będzie cholernie boleć, a nie da się ukryć, że nadal nie miała zielonego pojęcia co się z nią stanie.
            Blondynka wstrzymała chwilowo oddech, gdy Tomlinson poruszył się niespokojnie, napinając mięśnie swojej twarzy. Z jego gardła wydobyło się niskie westchnięcie, a głowa uniosła się ku górze. Jego dłoń przesunęła się po przymkniętych powiekach, które po chwili otworzył, z lekkim otumanieniem lustrując wzrokiem pomieszczenie, w którym się znajdował.
            - Co do... ? - mruknął pod nosem, marszcząc mocno czoło. Kilka kosmyków jego włosów sterczało do góry, na co wargi Darcy zadrgały delikatnie w rozbawieniu.
- Nareszcie się obudziłeś - mruknęła spokojnie, tym samym zwracając na siebie uwagę. Louis spojrzał się na nią zaskoczony, drapiąc się po karku w nerwowym geście. Co on tutaj do cholery robił?!
- Taaa... - odparł ostrożnie, powoli podnosząc się do pozycji stojącej, co było niebywałym wyczynem, gdyż jego szlachetny tyłek pulsował niemiłosiernie, co mogło oznaczać tylko jedno - spędził noc na podłodze. Wykrzywił usta w geście niezadowolenia, przeczesując jednocześnie roztrzepane włosy, które za nic nie chciały mu ulec i nadal stały na baczność, zupełnie jakby chciały zrobić mu na złość. - Wiesz może czemu... ja... Co tutaj robiłem? - spytał nieskładnie, sam przed sobą klnąc za to, że nic nie pamięta. Miej go Boże w swojej opiece i powiedz, że nie zrobił nic niestosownego!
            Dziewczyna poruszyła się niespokojnie, wygładzając palcami materiał pomiętej sukienki, w której zmuszona była spać. Wzięła płytki wdech, unosząc na niego swój wzrok.
- Zajrzałeś tu wczoraj - odparła krótko, mając nadzieję, że nie będzie musiała opowiadać mu całej wczorajszej nocy. Sama nawet nie pamięta ile czasu ze sobą rozmawiali, ale wie, że powiedziała mu o sobie zdecydowanie za dużo. Lou napomknął jej o sobie tylko kilka ciekawostek, ona natomiast nieustannie opowiadała mu o swojej rodzinie, dzieciństwie, a nawet wspomniała o swoim pierwszym, nieudanym pocałunku, który miała z niejakim Lukiem Orwellem, w jakże romantycznej scenerii śmietnika za budynkiem szkoły. Ale hej! Miała wtedy zaledwie piętnaście lat, skąd mogła widzieć, że aparat ortodontyczny, plus język Orwella w jej buzi, to nie jest najlepsze połączenie?
            Tomlinson potarł szczękę w geście zamyślenia, analizując w głowie cały wczorajszy dzień. Faktycznie. Wieczorem, kiedy zobaczył na podjeździe samochód Malika, poszedł z nim pogadać, aby omówić kilka spraw związanych z ostatnim towarem, jednakże gdy tylko przekroczył próg jego biura, omal nie oberwał od mulata. Zayn był wyraźnie rozwścieczony i co chwila mruczał pod nosem "Cholerna Fray". To dlatego do niej poszedł. Chciał się dowiedzieć co takiego znów zrobiła blondynka, że Malik ciskał najróżniejszymi przekleństwami pod jej adresem.
- Pamiętam - westchnął w końcu, rozciągając ręce do tyłu, w wyniku czego z okolic jego kręgosłupa wydobył się cichy zgrzyt kości. Darcy skrzywiła się minimalnie pod nosem, wzdrygając się na znienawidzony odgłos. - I pamiętam twoje wczorajsze zwierzenia - uśmiechnął się głupkowato, puszczając jej perskie oczko. Dziewczyna momentalnie się zarumieniła, zaciskając mocno swoje malinowe wargi. A niech go szlag trafi!
            - Chodź mała - wyciągnął w jej kierunku dłoń, którą złapała niepewnie, czując jak brunet podciąga ją do góry. Z jej ust wydobył się głośny jęk zdegustowania. Pulsujący ból również jej nie ominął.
Lou słysząc to, zaśmiał się dźwięcznie, machając przy tym głową. Nawet w taki głupi sposób potrafiła sprawić, że cieszył się jak idiota. Ta dziewczyna naprawdę jest niesamowita.
            Zmierzył ją uważnie swoimi niebieskimi tęczówkami, które w tym momencie miały niesamowity, żywy odcień. Blondynka stała boso na chłodnej podłodze, jakiś krok od niego, i namiętnie wpatrywała się w swoje dłonie, które wyłaniały się z przydługich rękawów bluzy. Jego bluzy. Musiał przyznać, że nie wiedział czemu, ale lekki uśmiech wkradał mu się na wargi, gdy widział Darcy, tonącą w ciemnym materiale. Wyglądała w tym nad wyraz uroczo i gdyby tylko tego chciała, to bez zawahania były w stanie jej ją oddać.
            - Pewnie jesteś głodna - bardziej stwierdził, niżeli zapytał. - Chodź, zrobimy coś do jedzenia - skierował się w stronę drzwi, gotowy je otworzyć. I kiedy już jego dłoń znajdowała się na klamce, Fray szybko do niego podeszła, kładąc mu delikatnie dłoń na ramieniu.
- Poczekaj! - sapnęła, łapiąc  z nim kontakt wzrokowy. - Wiesz... Chciałabym najpierw wziąć prysznic - wydukała nieco zawstydzona. - Oczywiście o ile to nie problem! - dodała szybko, zgryzając przy tym swoją dolną wargę. W głębi duszy miała jednak nadzieję, że brunet się zgodzi. Wczoraj nawet wolała się o to nie pytać tego bipolarnego dupka, gdyż dobrze wiedziała, że albo się nie zgodzi, albo zrobi coś co by jej nie odpowiadało - na przykład wlazłby do łazienki, podczas, gdy ona by w niej przebywała. Taka opcja zdecydowanie nie wchodziła w grę, dlatego też postanowiła wykorzystać sytuację, że w pobliżu był Louis. Miała chore , bezpodstawne przekonanie, że on w życiu nie byłby w stanie jej czegoś takiego zrobić.
            - Pewnie, chodź zaprowadzę cię do mojej łazienki - obdarzył ją lekki uśmiechem, przepuszczając pierwszą w drzwiach.

            Odświeżona i pełna nowej, nieznanej energii blondynka, po raz ostatni przeczesała palcami swoje wilgotne włosy, z ulgą stwierdzając, że gorący prysznic, kojąco wpłynął na jej napięte ciało. W ciągu tych dwóch dni nawet przez chwilę nie mogła poczuć się rozluźniona, tak więc była niezmiernie wdzięczna brunetowi za to, że użyczył jej swojej prywatnej łazienki, aby nie musiała się martwić i na spokojnie mogła odbyć poranną toaletę.
Szybko wcisnęła się w ubranie jakie przyniósł jej Louis i uśmiechnęła się nikle pod nosem. W tym stroju czuła się o wiele bardziej komfortowo, niż w niewygodnej sukience Tiffany.
            Gdy wyszła, w pokoju nie było bruneta, tak więc musiał udać już się do kuchni. Niezmiernie kusiło ją żeby nieco się rozejrzeć po pomieszczeniu, a może nawet i poszperać w jego rzeczach, jednakże zdawała sobie sprawę z tego, że to będzie piekielnie nietaktowne, tak więc chwyciła tylko do ręki jego bluzę i opuściła pokój. Zamknęła za sobą drzwi z cichym brzdękiem klamki, po czym odwróciła się, momentalnie na kogoś wpadając. Uniosła energicznie głowę ku górze, a z jej twarzy momentalnie zniknął szeroki uśmiech. O. Rzesz. W. DUPĘ.
- Mogę wiedzieć, co ty tam kurwa robiłaś?  - warknął wściekle Malik, miażdżąc ją swoim ciemnym spojrzeniem. Każda komórka jej ciała zaalarmowała o kłopotach, jednakże była na tyle sparaliżowana jego obecnością, że nie była w stanie chociażby kiwnąć palcem. Przełknęła powoli ślinę, zaciskając w dłoniach ciemny materiał.
- Louis pozwolił mi skorzystać z prysznica - odparła cicho, nie bardzo wiedząc, czy dobrze zrobiła mówiąc mu prawdę. Z drugiej strony, nawet jeśliby skłamała, Zayn potrafiłby to odczytać z jej twarzy, a więc szczerość była w tym wypadku nieunikniona.
- Co kurwa?! - sapnął wściekle, marszcząc przy tym groźnie swoje czoło. Blondynka cofnęła się o krok do tyłu, jednakże jej nadgarstek momentalnie znalazł się w silnym potrzasku jego dłoni, na co wykrzywiła usta w grymasie niezadowolenia. Cholera! Czy on w końcu przestanie ją traktować jak jakąś szmacianą lalkę?! - A mogę wiedzieć, czemu nie przyszłaś z tym do mnie? - wycedził jadowicie. - Księżniczce nie chciało się ruszyć tyłeczka z pokoju? - zakpił, schylając głowę na wysokość jej twarzy. Złapał z nią kontakt wzrokowy na co zadrżała, wstrzymując momentalnie oddech. - A więc od teraz, śpisz w mojej sypialni- zakomunikował oschle. Fray nawet nie zdążyła zaprzeczyć i już została pociągnięta na koniec korytarza, do pokoju, w którym znalazła się pierwszego dnia. Usłyszała trzask drzwi i chwilę później przekręcanie metalowego zamka. Z niedowierzaniem odwróciła się za siebie, pustym wzrokiem wpatrując się w drewnianą powierzchnię, za którą zniknęła postać mulata. Zacisnęła z wściekłości swoje dłonie w pięści i aby dać chociażby w minimalny sposób upust swoim emocjom, kopnęła nogą stojący w pobliżu fotel, który nawet nie drgnął. Zła usiadła na krańcu łóżka Zayna, wplątując palce w swoje włosy i mocno ciągnąc je ku dołowi, zaciskając przy tym swoje usta w jedną, cienką linię. Jak bardzo mogła go jeszcze znienawidzić?

            Malik z dziką wściekłością wymalowaną na twarzy wkroczył do kuchni, gdzie jak się domyślił, znajdował się jego przyjaciel. Brunet aktualnie szukał czegoś w lodówce, nucąc pod nosem piosenkę lecącą z radia. Zayn widząc to, bez ostrzeżenia znalazł się tuż za nim i zatrzasnął z hukiem metalowe drzwiczki, słysząc dźwięk tłuczonego szkła. Złapał za koszulkę zdezorientowanego Louisa i przycisnął go agresywnie do ściany, na co z ust Tomlinsona, wydobyło się ciche warknięcie. Ruch ze strony Zayna spowodował jeszcze większy ból w dolnej partii jego pleców. Niebieskooki przeklął siarczyście, marszcząc czoło, przyglądając się z niezadowoleniem rozwścieczonej twarzy szatyna.
            - O co ci do cholery chodzi, Malik?! - fuknął oburzony. Zayn jeszcze mocniej zacisnął pięści na materiale jego bluzki, dociskając kostkami przełyk bruneta, podduszając go tym lekko. Tommo uniósł brwi w geście niedowierzania, próbując się wyszarpać z uścisku przyjaciela.
- O co? - zakpił mulat, parskając jadowitym śmiechem prosto w, wykrzywioną z bólu, twarz Louisa. - Czy ja się wyrażam niejasno Tomlinson? - syknął zły. Jego oczy znacznie pociemniały, a krew zaczęła szybciej krążyć w żyłach. Chęć przywalenia brunetowi prosto w jego twarz stawała się dla niego coraz bardziej kusząca, jednakże ostatkiem sił powstrzymywał się przed tym, starając się powtarzać w myślach, że nie krzywdzi swoich przyjaciół. - Dałem wam kurwa wyraźnie do zrozumienia, że Fray nie jest tutaj do towarzystwa. To nasza karta przetargowa, nasz pierdolony więzień, a waszym zasranym obowiązkiem jest dopilnować, aby nie czuła się tutaj zbyt pewnie! - wycedził wściekle, mrużąc przy tym oczy. - Powiedziałem dokładnie czego od was wymagam. Macie trzymać ją jak psa na pierdolonej smyczy! - warknął, waląc pięścią ścianę, tuż przy głowie Louisa. - Jeśli jeszcze raz zobaczę, że robisz za jej pieprzonego przyjaciela od serca, to osobiście się tobą zajmę Tomlinson - dokończył jadowicie, odsuwając się o kilka kroków do tyłu. Tommo momentalnie zaczął łapać gwałtowne wdechy, mierząc mulata zdenerwowanym wzrokiem. Nie mógł uwierzyć w to co się przed chwilą stało. Jego najlepszy przyjaciel, cholerny Zayn, który był dla niego jak rodzony brat, rzucił się na niego z pięściami, ledwo hamując w sobie agresję, jaka nim obecnie kierowała. Widział w jego chłodnych, pozbawionych jakichkolwiek uczuć, oczach, niebywałą furię, która niezwykle go zmartwiła.
            - Nie wiem kurwa, co jest powodem twojego złego humoru Malik - zaczął spokojnie Tommo, mimo iż na jego twarzy malował się istny obłęd. - Jednakże dobrze ci radzę - ogarnij swoją dupę, bo zaczynasz się zachowywać jak pieprzony psychol - fuknął ozięble, poprawiając swoją pomiętą koszulkę. Mężczyźni mierzyli się przez dłuższą chwilę swoimi wzrokami, każdy zastanawiając się nad tym, czy przypadkiem nie powinien ustawić do pionu swojego przeciwnika. I choć mogłoby się wydawać z perspektywy osoby trzeciej, że Malik zaraz rzuci się na przyjaciela, rozszarpując mu gardło swoimi białymi zębami, to on jako pierwszy odpuścił. Fuknął jedynie pod nosem wiązankę niecenzuralnych słów, których on sam mógłby się powstydzić, po czym odwrócił się na pięcie i opuścił Louisa, który zdążył jedynie dosłyszeć trzask frontowych drzwi.

            - Darcy?! - na korytarzu rozniósł się niepewny głos Tomlinsona, który najwyraźniej jej szukał. Jego kroki były doskonale słyszalne za zamkniętymi drzwiami, przez co serce dziewczyny zabiło kilka razy szybciej. Bała się, że zostanie tutaj kompletnie sama.
- Jestem tutaj! - krzyknęła histerycznie, wstając na równe nogi. W mgnieniu oka znalazła się przy ciemnej, drewnianej powierzchni, szarpiąc palcami za metalową klamkę.
- Darcy.... - powtórzył zza drzwi, zupełnie jakby chciał się upewnić, że to na pewno ona. Poczuła jak po jej ciele przechodzi przyjemne ciepło, a uczucie ukojenia i ulgi rozlewa się po każdym, napiętym mięśniu jej ciała. Wiedziała, że chłopak jej nie zostawi. I choć zabrzmi to teraz nad wyraz absurdalnie - ufała mu. Jak cholera.
Sama nie była pewna, czy przyczyniło się ku temu postępowanie bruneta, czy może też po prostu był tego typu osobą, która wzbudzała u innych pozytywne emocje i empatię. Mimo to, nie czuła przerażenia - w końcu ledwo go znała i już obdarzyła go tak ważną cechą. Nie, ona była po prostu... szczęśliwa. Tak. I czuła się bezpiecznie wiedząc, że w pobliżu znajduje się Lou z tym swoim szerokim uśmieszkiem i ciepłymi, niesamowicie niebieskimi oczami.
            - Wszystko w porządku? Nic ci nie zrobił? - spytał dość oschle jak na niego, jednakże nie za bardzo zwróciła na to uwagę. Domyślała się, nie, ona była wręcz pewna, że w tym momencie na jego twarzy maluje się ta urocza troska, którą pokazał jej wczorajszego wieczora, gdy tylko wrócili z Zaynem do domu.
- Nie, jest okej - odpowiedziała dość spokojnie, zerkając na swoje zaczerwienione nadgarstki. Skłamała. I czuła się z tym piekielnie źle, jednakże nie chciała martwić bruneta. Wiedziała, że i tak ma sporo zmartwień ze swoim popieprzonym przyjacielem, nie chciała, aby zaczął sobie zaprzątać głowę również nią.
            Przez dłuższą chwilę pomiędzy nimi panowała głucha cisza. I mimo iż nie byli w stanie spojrzeć sobie w oczy, gdyż przeszkodą były zamknięte na klucz drzwi, to oboje czuli, że jest to jedna z tych niezręcznych sytuacji, kiedy nie wiadomo jak się zachować i co powiedzieć. Darcy z niepokojem oparła czoło o drewnianą powierzchnię, palce nadal kurczowo zaciskając na chłodnej klamce. Jej oddech był dość nierówny i miała dziwne wrażenie, że Louis był w stanie to usłyszeć.
            - Powiedz coś - zażądała w końcu, doprowadzona do szału przez tą gęstą, pełną napięcia atmosferę. Słyszała jak chłopak wzdycha ciężko, zapewne pocierając palcami swoje zmarszczone czoło - zdążyła dostrzec, że dość często wykonywał ten gest. Zgryzła mocno dolną wargę, chwilowo wstrzymując oddech.
- To wszystko jest, kurwa, popierdolone - wydusił z siebie Tomlinson, a ona sama nie wiedzieć czemu, poczuła jak żołądek ściska jej się w ciasny supeł. Jeszcze kilka godzin temu zapewne zaczęłaby się śmiać z uwagi bruneta, a ten pewnie również odwzajemniłby ten gest, jednakże obecna sytuacja ani trochę ich nie bawiła. Wiedzieli, że oboje stąpają po kruchym lodzie. Blondynka doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Lou nie do końca mógł sobie pozwolić na tak bliskie relacje, jakie zaczęli między sobą dzielić. Bądź co bądź, nadal w pewien sposób podlegał Malikowi, który dzisiaj dobitnie dał jej do zrozumienia, co sądzi o ich "zbliżeniu". Czuła, że ta sztywna wymiana zdań zmierza w kierunku cienkiej granicy, której za nic nie chciała przekroczyć. Bała się tego, co może zaraz usłyszeć od niebieskookiego.
- To moja wina Darcy - dodał niskim tonem, a w jej głowie pojawił się obraz wykrzywionej w bólu i złości twarzy bruneta. Pomachała desperacko głową, jakby miała nadzieję, że chłopak dostrzeże ten gest.
- Nie prawda - odparła cicho, wiedząc, że nie stać ją na nic dłuższego. Już czuła zbierające się pod powiekami łzy, które zaczęły niebezpiecznie piec. - Nie mów tak.
- Cholera jasna, czy do ciebie nic nie dociera?! - wybuchnął nagle, waląc pięścią w drzwi, na co podskoczyła przestraszona, odsuwając się o krok do tyłu. Kosmyk blond włosów opadł na jej policzek, po którym zaraz przesunęła się pojedyncza, słona kropla. - Nie jestem facetem, z którym mogłabyś się przyjaźnić. Jestem taki sam jak pieprzony Malik.
- Nie jesteś - zaprzeczyła uparcie, choć głos jej się łamał. Brunet przez chwilę milczał, zupełnie jakby wsłuchiwał się w jej nieme łkanie. Czuła się w tym momencie taka bezradna. Jedyna osoba, z którą się dogadywała, której zaufała i w pewnym sensie podarowała cząstkę siebie, opowiadając mu o swojej przeszłości, właśnie wmawiała jej, że ich relacja jest nie więcej niż gówno warta. Nie chciała w to wierzyć. Nie potrafiła.
- Nie możemy - odparł poważnie, choć w jego głosie słyszała coś na kształt bólu. - To cię zniszczy Darcy. Ja cię zniszczę. To nie jest twój świat mała; w ogóle nie powinnaś się tutaj znaleźć.
- Ale....
- Skończyłem! - warknął dzikim, rozdrażnionym tonem. Po jej plecach przelał się zimny pot, a nieprzyjemne drżenie rozeszło się aż po kruchych kościach. Słysząc oddalające się kroki Tomlinsona upadła na kolana, wpatrując się pustym wzrokiem w zamknięte drzwi.
- Nie zostawiaj mnie - wyszeptała pod nosem, jednak było za późno. Louis zdążył odejść.
~*~ 

            Ashton nerwowym gestem przeczesywał swoje zmierzwione, lekko poplątane włosy, pociągając mocno za końcówki, aby bólem zminimalizować czarne myśli, jakie nachodziły jego chorą głowę. Czuł się jak jakiś pieprzony psychol wypuszczony na wolność. Był w kompletnej dupie. Nie wiedział co miał ze sobą zrobić, od czego zacząć... Zniknięcie Darcy doprowadziło go do niewyobrażalnego stanu, w którym był po prostu bezradny. Nie potrafił skupić się na jakimś konkretnym planie, furia i rozdrażnienie przysłaniały mu logiczne myślenie, a troska o jedyną, najbliższą mu osobą, powodowała silne wykręcanie się żołądka. To była jego pieprzona wina. Powinien był jej pilnować, powinien był czekać przed tą cholerną kawiarnią. Ale nie! On musiał się kurwa spóźnić i pozwolić, żeby ten psychol zabrał mu to, co było dla niego najcenniejsze.
            - Wyglądasz jak gówno, Fray - doszedł go niski, doskonale zapamiętany głos, który zawsze wywoływał u niego szczerą niechęć. Tak. Zdecydowanie nienawidził tego dupka, jednakże był jedyną osobą, która potrafiła mu w tym momencie pomóc. Dlatego też musiał się przełamać i zdusić w sobie chęć znokautowania nowoprzybyłego.
- Za to ty wręcz kwitnąco - prychnął, mierząc wściekłym spojrzeniem ciemną postać mężczyzny, który nonszalancko opierał się o zimny mur kamienicy. Policzki chłopaka zapadły się lekko, gdy brał głęboki wdech nikotyny, następnie wypuszczając spomiędzy spierzchłych warg kółeczka szarego dymu. Na jego ustach wymalował się ironiczny uśmiech, którym obdarzył rozjuszonego Ashtona.
- Musiałeś wpaść w  naprawę niezły burdel, skoro osobiście się ze mną skontaktowałeś - zakpił, a na twarzy blondyna pojawiły się czerwone wypieki, świadczące o rozdrażnieniu, jakie zaczęło buzować w jego żyłach. Skurwysyn miał pieprzoną rację.
- Po części - wycedził przez zęby, podnosząc się do pionu z betonowych schodów, na których do tej pory siedział.
- Konkrety blondasku - zironizował brunet, mrużąc przy tym swoje ciemne oczy. W cieniu budynku, gdzie światło ulicznej latarni nie sięgało, widać było żarzącą się końcówkę jego papierosa, który nadal miał między ustami.
- Cholera, Payne! - warknął wyprowadzony z równowagi, zaciskając kurczowo swoje dłonie w pięści. - Tak trudno się domyślić, że chodzi o pieprzone brudy z przeszłości?!
Liam zaśmiał się ponuro, wręcz przerażająco, machając przy tym swoją głową.
- Nie - odparł najwyraźniej rozbawiony. - Ale chciałem to usłyszeć od ciebie - wzruszył bezwiednie ramionami, upuszczając na ziemię peta i gniotąc go swoim masywnym butem. Schował ręce do kieszeni swojej skórzanej kurtki. - Czyli kto ci skopał tyłek?
Ashton posłał brunetowi ostrzegawcze spojrzenie, co Payne umiejętnie zignorował.
- Malik - wycedził przez zęby, napinając mocno swoją szczękę. - Ale to nie wszystko.
Brwi Liama uniosły się lekko ku górze, dając mu wyraźnie do zrozumienia "Mów!". Ashton warknął gardłowo pod nosem, spuszczając wzrok na brukowany chodnik. - Porwał Darcy.
Mięśnie bruneta wyraźnie się napięły, a obojętność jaka do tej pory gościła w jego tęczówkach ustąpiła dzikiej złości. Żyły na jego szyi wyraźnie się uwydatniły, a kości w palcach chrupnęły nieprzyjemnie, gdy zacisnął dłonie w pięści.
- Znajdę skurwysyna - syknął jadowicie, niemal warcząc jak dzikie zwierzę. - Znajdę i osobiście wpakuję mu pieprzoną kulkę w łeb.

 


Od autora:
Tum, tum, tum! xD
Zaczęło się jeszcze bardziej komplikować, huh? ^.^
Louś jest taki... Omomom! Ale pod koniec, to aż mi się serce ściskało, że zrobiłam z niego takiego palanta. Jednakże nie dajcie zwieść się pozorom! On zdecydowanie NIE JEST taki jak nasz mraaaśny Malik ;)
No i w końcu pojawił się ten tak długo oczekiwany Liam... Jakie wrażenia? Może ktoś z Was domyśla się, czemu tak bardzo zdenerwował się na ostatnie słowa Ashtona? Podpowiem, że Payne zagra tutaj bardzo ważną postać, która zdecydowanie ma dużo wspólnego z przeszłością Darcy, jak i jej brata.
A Zayn powinien dostać od Darcy w swojego pytona! xD Kompletny z niego kretyn! Przecież dziewczyna chciała się tylko wykąpać xD
Oczywiście nie mogę pominąć podziękowań za Wasze wspaniałe komentarze, które co jakiś czas napływają i podbudowują mnie emocjonalnie (:
Cieszę się, że taką radość sprawia Wam czytanie moich wypocin - mam nadzieję, że Wasze zainteresowanie tym opowiadaniem nie minie za szybko <3
I z góry przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale dokuczał mi brak czasu - jak zwykle zresztą xD Teraz wakacje, więc możecie liczyć na częstsze rozdziały, oczywiście w granicach mojej weny ^.^
Pozdrawiam i czekam na opinie! <3 :*
 
P.S. Przy okazji zapraszam do zajrzenia na mojego nowego bloga, mam nadzieję, że również Wam się spodoba (:
>KLIK<
нσρє♥

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 8


           - Darcy, tak? - powtórzyła z przymrużonymi oczami, uśmiechając się zaczepnie. - A więc to jest imię nowej zabaweczki Malika?
Oczy blondynki rozszerzyły się w akcie szoku, a głos zupełnie ugrzęzł w gardle, przez co nie była w stanie wydusić z siebie chociażby krótkiego słówka. Poczuła jak coś nieprzyjemnego ściska ją od środka, gdy dostrzegła na sobie badawczy wzrok nowopoznanej, która zdawała się być zainteresowana zachowaniem młodej Fray. Dziewczyna poruszyła się niespokojnie, ściągając mocno swoje brwi, które utworzyły uroczą zmarszczkę na jej czole. Odchrząknęła mocno, mrugając przy tym powiekami.
- Co masz na myśli mówiąc, że jestem jego "zabaweczką"? - wydusiła ledwo, obejmując się szczelnie swoimi kruchymi ramionami. Sama nie wiedziała czemu, ale nagle zrobiło jej się nieprzyjemnie chłodno.
          Czerwonowłosa skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej, przekrzywiając minimalnie głowę w bok. Oblizała językiem swoje suche usta, na sam koniec wykrzywiając je w dość dziwnym grymasie zdezorientowania obecną sytuacją. Nie rozumiała czemu Darcy wydawała się być taka zaskoczona jej słowami. Przecież to było takie oczywiste!
- Ano to, że jesteś kolejną panną, którą kilka razy przeleci, porozpieszcza swoimi słodkimi słówkami i na sam koniec pozbędzie się jej w ciągu dwóch tygodni - prychnęła kpiąco, mierząc koleżankę uważnym spojrzeniem. Musiała przyznać, że coś tu jej nie pasowało. Nie wiedziała czemu, czy było to za sprawą tej niewinnej i spokojnej postawy Fray, ale uważała, że blondynka zdecydowanie nie pasowała do roli kolejnej kochanki Malika. Wyglądała raczej na rozważną osobę, która nie chce mieć żadnych styczności z kłopotami. A należy nadmienić, że Zayn Malik, zwiastował same złe rzeczy.
- Boże, nie! - krzyknęła zdesperowana Darcy, machając przy tym swoją głową. - Ja z nim nie sypiam! - usprawiedliwiła się szybko, nadal niedowierzając w to, co przed chwilą usłyszała. Czyżby naprawdę wyglądała na taką osobę? Przecież robiła wszystko, żeby zachować jak największą odległość pomiędzy sobą, a tym bezuczuciowym palantem! Czy w oczach innych również wyglądała jak nowy nabytek mulata?  - Skąd w ogóle taki pomysł, że może mnie coś łączyć z tym pomyleńcem? - rzuciła z deka oburzona. Funky uśmiechnęła się do niej lekko, unosząc ręce w obronnym geście.
- Zluzuj blondi - zaśmiała się dźwięcznie, odgarniając palcami swoją przydługą grzywkę. - No coż, Malik pilnuje cię jak swojej własności. Nie odstępuje cię na krok i do tego raczej nie wyrażałaś żadnych sprzeciwów, gdy usiadłaś na jego kolanach - zachichotała, zaraz zostając zgromiona wściekłym wzrokiem Darcy.
- Wcale nie byłam z tego zadowolona - wycedziła zła, zaciskając mocno swoje zęby. - Posadził mnie na nich siłą! - wybuchnęła, spotykając się z niewzruszoną postawą czerwonowłosej. Buntowniczka wzruszyła swymi ramionami, cmokając cicho pod nosem.
- Przyznaj, że ci się podobało - uśmiechnęła się złośliwie, na co blondynka prychnęła urażona, odwracając głowę w bok.
- Nie bądź śmieszna. Wolałabym siedzieć na zimnej podłodze gołym tyłkiem, niżeli to powtórzyć - rzuciła uparcie. Zielonooka westchnęła ciężko, kątem oka obserwując jak do łazienki wkroczyła wysoka brunetka o nieziemsko długich, a zarazem zabójczo zgrabnych nogach, które eksponowała krótka, zwiewna sukienka w kolorze ekri. Nowoprzybyła zmierzyła swoim krytycznym spojrzeniem Funky, jak i Darcy, na sam koniec uśmiechając się krzywo pod nosem, podchodząc do lustra i poprawiając swój profesjonalny makijaż, który podkreślał jej egzotyczną urodę. Buntowniczka prychnęła kpiąco, podchodząc do blondynki i łapiąc ją za nadgarstek pociągnęła ją na bok, aby niemiła brunetka przypadkiem nie podsłuchała ich wymiany zdań.
- Zatem powiesz mi, czemu kręcisz się w pobliżu niego? - dopytywała czerwonowłosa, marszcząc przy tym swoje czoło. Nie bardzo rozumiała tą sytuację. Skoro Darcy tak bardzo nie lubi szatyna, to po jaką cholerę tu z nim przyszła? Wiadome przecież było, że jeśli Malik pokazuje się z jakąś laską w miejscu publicznym, to chce pokazać, że należy ona tylko i wyłącznie do niego, i jeśli komuś zachce się ją zaczepić, to będzie mieć wielkie nieprzyjemności z Zaynem. A wierzcie mi, tego raczej nikt nie chce.
Blondynka westchnęła cicho, zgryzając nerwowo swoją wargę.
- To dość długa historia - wybąkała, wlepiając wzrok w swoje palce, którymi zaczęła się bawić. - Ale wiedz, że z całą pewnością nie jestem tu z własnej woli - wyszeptała smutnym głosem, unosząc swoje niepewne spojrzenie na Funky. Zielonooka przełknęła ślinę, coraz bardziej współczując stojącej przed nią blondynce. To by wszystko wyjaśniało. Młoda Fray w jakiś niewyjaśniony dla niej sposób została wplątana w chore życie Zayna i póki co, raczej nie zapowiadało się, aby szybko mogła się z tego wydostać. Szkoda jej było tej dziewczyny. Darcy wydawała się być naprawdę wspaniałą osobą i choć znały się ledwie kilka minut, to buntowniczka już zdążyła ją polubić. Tym bardziej pragnęła pomóc dziewczynie, dobrze wiedząc jaki jest Malik. W jej przeszłości miała z nim bardzo wiele styczności, czego do dzisiaj cholernie żałuje.
- Rozumiem - rzuciła wkońcu, szukając czegoś w tylnej kieszeni swoich spodni. Czerwonowłosa wyciągnęła swój telefon, zerkając na jego wyświetlacz, potem przenosząc wzrok na twarz koleżanki. - Muszę iść - westchnęła ciężko, chowając z powrotem urządzenie. - Ale obiecuję ci, że się niedługo spotkamy - uśmiechnęła się do niej swoim łobuzerskim uśmieszkiem buntowniczki, odrzucając na plecy krwistoczerwone kosmyki. - Trzymaj się blondi - przytuliła ją dosłownie na kilka sekund, szybko opuszczając pomieszczenie. Darcy zamrugała powiekami, z niedowierzaniem oglądając się za siebie na drzwi, za którymi zniknęła jej nowa znajoma. Czy ona mnie właśnie przytuliła? - pomyślała, machając z niedowierzaniem głową. Cóż jak widać, po raz kolejny sprawdza się powiedzenie "Nie oceniaj książki po okładce".
            Blondynka uniosła swe brwi ku górze, krzyżując ramiona na piersi i prychając pod nosem na widok jaki rozpościerał się przed nią. Nie było jej ledwie piętnaście minut, a ten już znalazł sobie doborowe towarzystwo! Ściągnęła mocno swoje malinowe usta, po czym żwawym krokiem podeszła do Malika, który gościł na swoich kolanach dwie, atrakcyjne kobiety, które chichotały między sobą jak najęte, obsypując szyję szatyna namiętnymi pocałunkami. Zayn oczywiście nie miał nic przeciwko temu. Swoją prawą dłoń ułożył na nagim udzie czarnowłosej przedstawicielki płci pięknej, która miała w sobie coś z japonki. Lewą ręką natomiast,  zawędrował na dolną partię pleców tej drugiej, która miała minę typu "Mam kisiel w gaciach".
Darcy przewróciła swymi czekoladowymi oczami, niedowierzając w głupotę tych kobiet. Stanęła tuż obok mulata, odchrząkując cicho, zwracając tym samym uwagę szatyna. Malik spojrzał się na nią spod wachlarza czarnych rzęs, uśmiechając się do niej figlarnie.
- Niestety, ale nie ma tu już miejsca - odparł niewinnym tonem głosu, aczkolwiek bez problemu dało się w tym wychwycić nutkę złośliwości. - Będziesz musiała postać - dodał zjadliwie, uśmiechając się do niej krzywo, na co jej szczęka zacisnęła się mocno. I choć dziewczyna nigdy nie przejawiała żadnych aktów agresji, to w tymże momencie odczuwała wielką ochotę wepchnięcia swojej pięści do gardła tego bipolarnego dupka tak głęboko, aby dosadnie ją poczuł.
            Blondynka zmrużyła kocio swoje powieki, po czym uśmiechając się do niego kąśliwie, kątem oka zlustrowała siedzące towarzystwo, które najwyraźniej skończyło grę i wzięło się za picie, i zabawę. Darcy skarciła się w myślach za to, co planowała zrobić. Wiedziała, że będzie tego żałować, ale wizja zrobienia na przekór szatynowi była niezwykle kusząca i zdecydowanie nie potrafiłaby się jej oprzeć.
Wyprostowała się, eksponując tym samym swój pełny biust, który odznaczył się na czarnym materiale sukienki i odrzuciła swe jedwabiste loki na plecy, wlepiając na usta kuszący uśmiech.
- Obawiam się, że się pan myli, panie Malik - odparła swoim spokojnym głosem, ostatnie dwa słowa pieszcząc swoim językiem. Mulat drgnął delikatnie, unosząc minimalnie prawą brew ku górze. Już nie interesowały go dwie panny, które uparcie starały się zwrócić na siebie jego uwagę. Nie. Teraz ze zdezorientowaniem mierzył swoim ciemnym spojrzeniem postać blondynki, która powolnym krokiem obkrążyła stół, zatrzymując się przy niejakim Nathanie - dwudziestotrzyletnim Brytyjczyku o ciemnych jak węgiel oczach i brązowych włosach, zaczesanych do boku. Uśmiechnęła się do nieznajomego uroczo, zakręcając na palec pojedynczy pukiel loków. - Wolne? - spytała niewinnie, przygryzając na koniec koniuszek swojej dolnej wargi. Brunet posłał jej długie spojrzenie, kiwając głową na znak przyzwolenia. Darcy wykrzywiła usta w delikatnym zadowoleniu, zgrabnie zajmując miejsce na jego kolanach, specjalnie zakładając nogę na nogę, aby ukazać skrawek zgrabnego uda. Nathan z uśmieszkiem pełnym satysfakcji, objął dziewczynę w pasie, mierząc jej ciało z nieukrywanym zainteresowaniem.
- Zdradzisz mi swoje imię, słońce? - wychrypiał jej do ucha swoim pociągającym akcentem.  Dziewczyna zerknęła kątem oka na Malika, który ciskał gromy w jej stronę. Jego mięśnie były wyraźnie napięte, zaś twarz pozostawała chłodna i bezuczuciowa. Jedynie w oczach można było dostrzec nieopisaną wściekłość i rozdrażnienie zaistniałą sytuacją. Co go tak wzburzyło? Dwie sprawy. Pierwsza - dziewczyna wykazała nieposłuszeństwo wobec niego. Może być pewna, że dostanie dosadną karę za swoje niepoprawne zachowanie.
Druga - obcy facet dotykał jego własności. Fray była JEGO ofiarą, należała do niego. Tylko on miał prawo się do niej zbliżać.
           - Darcy - wyszeptała miękko, przesuwając palcami po jego torsie, zaczepiając koniuszkami o guziki jego, rozpiętej pod szyją, błękitnej koszuli. Brunet mruknął zadowolony, zanurzając nos w jej puszystych włosach. Przyjemnie pachniały truskawkami.
- Podoba mi się - wymruczał niskim głosem, muskając dłonią jej kolano. Dziewczyna zdusiła w sobie jęk niezadowolenia. Oczywiście, że nie podobała jej się zaistniała sytuacja! Niemniej jednak, była dumna z tego, że choć raz udało jej się dopiec Malikowi.
           Zayn, kiedy dostrzegł śmiałe ruchy Brytyjczyka, poczuł że coś w nim pęka. Krew poczęła szybciej krążyć w jego żyłach, natomiast szczęka napięła się z taką siłą, że idealnie można było dostrzec linię jego żuchwy. Zacisnął dłonie w pięści i spychając gwałtownie swe towarzyszki na bok, poderwał się na równe nogi, szybko pokonując odległość dzielącą go od młodej Fray. Podciągnął agresywnie dziewczynę do góry, natomiast zdezorientowanemu brunetowi, który nie zdążył połapać się w sytuacji, sprzedał mocny cios w szczękę. Kilka kobiet pisnęło w akcie przerażenia, gdy Nathan przekoziołkował się razem z krzesełkiem do tyłu, lądując wśród innej grupki osób.
Blondynka zakryła usta dłonią, patrząc się szeroko otwartymi oczami na cały chaos, jaki obecnie zapanował. Niedowierzała, że Malik posunął się aż do takiego czynu. Przecież brunet nie zrobił nic złego!
           - Idziemy - warknął wściekle sprawca całego zdarzenia, zaciskając dłoń na ramieniu Fray, ciągnąc ją siłą w kierunku wyjścia. Dziewczyna wykrzywiła wargi w grymasie bólu, jęcząc cicho, ledwo nadążając za szatynem. Starała się jakoś wyszarpnąć z jego uścisku, jednakże z każdą próbą, Zayn zakleszczał swoje palce coraz mocniej, w wyniku czego poddała się, obawiając się, że lada chwila może zrobić jej niemałą krzywdę.
           Wypadli na świeże powietrze, kierując się w stronę samochodu. Darcy zaskomlała z rozrywającego bólu w plecach, jakiego doznała, gdy szatyn rzucił nią  o maskę auta. Rozchyliła swoje suche wargi, czując jak do oczu napływają jej łzy. Swój zaszklony wzrok utkwiła w butach Malika. Nie chciała na niego patrzeć. Gardziła nim. Zachowywał się zupełnie jak jakieś zwierzę.
Usłyszała kroki. Czuła, że Zayn znalazł się zdecydowanie niebezpiecznie blisko niej. Zadarła głowę do góry i przeklęła w myślach, uznając że popełniła wielki błąd. Jego oczy były tak ciemne, tak przerażające... I wpatrywały się wprost w nią. Szczerze mówiąc, to nie zdziwiłaby się, gdyby wyciągnął spod kurtki pistolet i przestrzelił jej czaszkę na wylot.
Przylgnął mocno do jej ciała, marszcząc groźnie swoje brwi.  Uderzy mnie? - pomyślała nagle, widząc jak jego dłoń zaciska się w pięść. Szatyn mruknął pod nosem jakieś przekleństwo, skierowane prosto do jej osoby, po czym przykleił się mocno do jej warg swoimi, zapierając jej cały dech w piersiach. Jej oczy rozszerzyły się w akcie szoku, a ciało zastygło w bezruchu, gdy poczuła jak jego usta, agresywnie napierają na jej.
Wcale nie starał się być delikatny. Wyżywał się na niej. Podgryzał, lizał, ssał, przygniatał... Wiedział, że zadaje jej ból, że robi to wbrew jej woli. Chciał dać jej nauczkę, ukarać ją za jej zachowanie.
           Darcy napierała na jego klatkę piersiową swoimi dłońmi, usiłując odepchnąć go od siebie. I mimo iż wkładała w to całą swoją siłę, to szatyn nawet nie drgnął. Jej powieki piekły od nadmiaru łez, jakie gromadziły się w jej oczach, pragnąc wypłynąć na jej blade policzki. Załkała prosto w usta mulata, gdy ten mocno przygryzł jej dolną wargę, powodując tym samym pulsujący ból. Zayn zirytowany jej próbami odsunięcia się, złapał mocno jej nadgarstki i przypilił do maski samochodu, całując ją brutalnie, nie patrząc na sprzeciwy z jej strony. Dopiero kiedy wykończona dziewczyna zrezygnowała z walki, po raz ostatni przesunął językiem po jej pokaleczonych, napuchniętych wargach, odsuwając się od niej, patrząc się prosto w jej zapłakane oczy. Posłał jej okropny uśmiech, pochylając się powolnie w kierunku jej ucha.
- Następnym razem skończy się to dla ciebie o wiele gorzej i boleśniej - wyszeptał, trącając swoim ciepłym oddechem jej płatek, uśmiechając się z satysfakcją, gdy ujrzał na jej skórze gęsią skórkę.
            Nie sądziła, że może dojść do czegoś takiego. Owszem, wiedziała że Zayn jest nieobliczalny i niebywale brutalny, jednakże nigdy nie pomyślałaby, iż szatyn ucieknie się do takich metod. Nie podobało jej się to, że dotykał ją bez jej zgody. Skóra nadal paliła w niektórych miejscach, przypominając jej o niechcianym dotyku, nie wspominając już o ustach, które bolały ją za każdym razem, gdy starała się wziąć w płuca głęboki wdech, aby stłumić w sobie łkanie. Obiecała sobie, że nie będzie pokazywać mu tego, jak bardzo jest słaba i krucha. Nie da mu tej satysfakcji.
           Mulat przepuścił dziewczynę w drzwiach, uważnie obserwując jej postać swymi czekoladowymi tęczówkami. Odkąd wsiedli do samochodu nie odezwała się do niego ani razu, nie wspominając już, że nie raczyła nawet na niego spojrzeć. Zdawał sobie sprawę z tego, że cholernie ją zranił swoim posunięciem, ale co go to w ogóle obchodziło? Nie potrzebuje jej sympatii, a posłuszeństwa i szacunku wobec siebie. Tylko tyle.
Niemniej jednak, nie mógł zaprzeczyć, iż niezwykle irytował go brak jakiegokolwiek zainteresowania z jej strony. Przez te dwa dni, zdążył się przyzwyczaić do jej głupich pytań, nadmiernego narzekania i gadania co jej tylko ślina na język przyniosła. Często mówiła rzeczy, których nigdy nie chciała mu wyjawić. Jej reakcja wtedy zawsze była taka sama - rumieniła się uroczo i przygryzała swoją dolną wargę, doprowadzając tym samym Malika do skraju wytrzymałości. Był tylko facetem, a ona kobietą. Kobietą, która choć niczym szczególnym nie wyróżniała się na tle innych, powabnych pań, to niesamowicie go nakręcała. Sam nie potrafił zrozumieć swojego zainteresowania jej osobą, jednakże bezsprzecznie zgadzał się z tym, iż miała ona w sobie coś, co go niezwykle w niej pociągało.
Może chodziło o tą jej dziewiczą nieśmiałość? A może ta jej nieporadność, delikatność, którą widać było na każdym kroku... Czemu to wszystko kojarzyło mu się z Mayą? Czemy Darcy musiała być do niej tak cholernie podobna?
           - Jesteś głodna? - spytał oschle Zayn, mierząc plecy dziewczyny intensywnym spojrzeniem. Blondynka wyraźnie spięła się słysząc jego głos, po czym obejmując się swymi kruchymi ramionami, powolutku, zupełnie jakby każdy najmniejszy ruch sprawiał jej nieopisany ból, odwróciła się do niego przodem, jednakże nie podniosła wzroku. Nie potrafiła. Zamiast tego, utkwiła tęczówki w swoich butach, które najwyraźniej były bardziej atrakcyjne od twarzy Malika.
Chłopak prychnął pod nosem, rzucając swoją czarną skórę na kanapę w salonie. Potarł palcami zarost na swojej brodzie, po czym westchnął wyraźnie zirytowany zachowaniem Darcy. - Odpowiedz mi - warknął rozdrażniony, zaciskając dłonie w pięści. Blondynka jak na zawołanie pokiwała przecząco głową, przełykając przy tym gulę, jaka pojawiła się w jej gardle.
- Nie - wyszeptała cicho. Podniosła na niego niepewne spojrzenie, bawiąc się rąbkiem kurtki, jaką miała na sobie. - Mogłabym pójść do pokoju? - spytała spokojnie, aczkolwiek w kącikach jej oczu, nadal błyszczały łzy. Chłopak prychnął wściekle, wskazując dłonią schody.
- Droga wolna - wycedził jadowicie, sam nie bardzo rozumiejąc swoją złość. - Ale miej świadomość, że to była ostatnia okazja. Następny posiłek dostaniesz dopiero jutro - warknął wściekle, chwytając do dłoni paczkę papierosów. Sprawdził jeszcze tylko, czy ma przy sobie zapalniczkę, po czym wyszedł na taras, zupełnie nie przejmując się stojącą bezradnie Fray.
             - Idź się udław - rzuciła pod nosem, gdy dostrzegła jak chłopak znika za szklanymi drzwiami. Pociągnęła mało seksownie nosem, po czym zdejmując z nóg te niebotycznie wysokie koturny, skierowała się, we wskazanym wcześniej przez Malika, kierunku.
Gdy dotarła na górę, od razu ujrzała dwóch mężczyzn, którzy jeszcze dzisiejszego ranka siedzieli razem z nią przy stole. Bez słowa minęła ich i weszła do pokoju, który został jej przeznaczony. Postawiła buty na ziemi i zawiesiła kurtkę na plastikowym krześle, rozglądając się bezradnie po pomieszczeniu. Co miała teraz ze sobą zrobić? Czuła się zmęczona, jednakże bała się zasnąć. Nie chciała pozwolić sobie chociażby na chwilę nieuwagi. Musiała być cały czas czujna, nigdy nie wiadomo co temu bipolarnemu dupkowi może przyjść do głowy.
            - Darcy, możesz mi powiedzieć, coś ty zrobi.... - do środka wparował Louis, burcząc pod nosem coś niezrozumiałego, przerywając swoją wypowiedź, gdy dostrzegł siedzącą na podłodze dziewczynę. Blondynka opierała się plecami o bok łóżka, ramionami oplotła swoje kolana, zupełnie nie przejmując się tym, że ma na sobie dość króciutką sukienkę, a jej twarz wyrażała jedną, wielką pustkę. Chłopak zmarszczył swoje czoło, powoli zamykając za sobą drzwi, aby przypadkiem dwóch ciekawskich z korytarza, nie interesowało się tym, co się obecnie działo. Powoli podszedł do dziewczyny, kucając przed nią.
- Co się stało? - spytał cicho, kładąc dłonie na jej kolanach. Fray zgryzła swoją dolną wargę, podnosząc załamany wzrok na bruneta, który westchnął cicho, patrząc się na nią z dziwną troską w oczach. - Malik? - bardziej stwierdził, niżeli zapytał, czując jak coś ściska go za gardło. Po raz kolejny opanowało go to dziwne uczucie, które pojawiało się za każdym razem, gdy patrzył na bezradną blondynkę. Sam nie potrafił tego dokładnie określić, ani wytłumaczyć. Po prostu nie mógł patrzeć na to, jak ta krucha osóbka cierpi. Sam nie wiedział jakim cudem zdążyła tak szybko zdobyć jego sympatię, jednakże dobrze wiedział, że zakopał się po uszy. Traktował ją jak kogoś ważnego, jak kogoś ze "swoich".  A to zdecydowanie nie powinno mieć miejsca.
           - Zostaniesz ze mną? - spytała go z nikłym uśmiechem, na co jego brwi drgnęły ku górze w geście dezorientacji. Blondynka zaczepiła za ucho kosmyk swoich włosów, patrząc się nieśmiało w jego oczy. - Nie chcę teraz zostawać sama - dodała po chwili, przygryzając wnętrze policzka. Louis potarł dłonią kark, po czym skinął lekko głową, siadając obok niej na chłodnej podłodze. Zerknął na nią przelotnie, po czym zdjął z siebie swoją bluzę, którą wyciągnął w jej kierunki.
- Załóż, nie chcę żebyś zmarzła - mruknął, patrząc się gdzieś w bok. Darcy zachichotała pod nosem, jednakże bez mrugnięcia okiem założyła jego własność, rzucając krótkie "dziękuję" w jego kierunku. Przyjemnie wtuliła się w ciepły materiał, chłonąc zapach żelu pod prysznic z firmy Axe. Tomlinson pachniał zdecydowanie inaczej od Zayna. Malik miał swój charakterystyczny i niepowtarzalny zapach, który kojąco działał na jej zmysły, co brzmi nad wyraz absurdalnie. Ale właśnie tak było.  Jej uczucia względem mulata były absolutnie sprzeczne. Potrafiła czuć się przy nim bezpiecznie, jednocześnie pragnąc uciec od niego jak najdalej. Czasem opanowywała ją dziwna siła, która aż krzyczała o doskonałości jego ust, których pragnęła posmakować, aczkolwiek jej podświadomość, wzbraniała ją przed tym.
           - To może opowiedz mi coś o sobie - zagadnął chłopak, wybudzając ją z transu. Blondynka uśmiechnęła się delikatnie pod nosem, dziękując w duchu za to, że miała przy sobie kogoś pokroju Louisa Tomlinsona - kogoś w rodzaju jej anioła stróża.



Od autorki:

No panienki, kolejny rozdział za nami ;)
Muszę powiedzieć, że - o dziwo - pisało mi się go niebywale lekko i gładko. Nawet nie spostrzegłam kiedy zdążyłam dobrnąć do końca o.O
Mam nadzieję, że wyszedł dobrze i nie macie mi za złe akcji, jaka się tutaj toczy.
Ach ten Zayn... Malikuś nasz znowu rozrabia! Brr, nie ładnie! xD Hhaah, wybaczcie, ale muszę pokazać mulata z tych jego najgorszych stron. Muszę przyznać, że mi samej szkoda się zrobiło Darcy, gdy pisałam tą scenkę z "przymusowym pocałunkiem", ale jak już kiedyś wspominałam, ta historia z pewnością nie będzie usłana sielankową atmosferą . Jeszcze wiele krzywd ją czeka i choć serce ściska mnie na samą myśl, co już się pojawia w mojej chorej główce, to nie zamierzam nic zmieniać ;P
Co do Nialla... A owszem, bez powodu to on się tam nie pojawił ;D Zresztą podobnie jak nadmienienie Liama, który również odegra dużą rolę w tej historii ^^
No cóż, czekam na Wasze szczere komentarze ;)
 
PS A może któraś z Was zwróciła uwagę na tajemniczą Mayę, o której wspomniał Zayn? ;3
 
10 komentarzy = nowy rozdział <3
 
 
 
 
нσρє♥
 
 
 
 

wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział 7


      Co to za miejsce? - powtarzała gorączkowo w myślach, nie bardzo wiedząc jak powinna się zachować. Bała się spytać o to mulata, gdyż miała dziwne przeczucie, że choćby najmniejsza ciekawość z jej strony wywoła u niego niepowtarzalną dawkę złości, czego w tej chwili zdecydowanie wolała unikać. Oj tak. Szatyn bardzo dobrze dał jej do zrozumienia, że zły Malik, oznacza dla niej istne piekło. Jej dłoń mimowolnie powędrowała w stronę włosów, za które została boleśnie złapana jeszcze dzisiejszego ranka. Skóra nadal piekła w tym miejscu i blondynka mogła się założyć, że przez gwałtowność i siłę, z jaką mulat zaciskał swoją ogromną rękę na jej kosmykach,  pozbawił jej kilku z nich, z czego raczej nie była zbytnio zadowolona. Lubiła swoje włosy i raczej nie chciała, aby jej "oprawca" z powodu swojej bipolarności, powyrywał je garściami.
          - Wysiadaj - warknął swoim tradycyjnym tonem, na co z ust dziewczyny wydobyło się ciche westchnięcie. Żegnamy miłego Malika, witamy aroganckiego dupka.
Darcy zgodnie z poleceniem mężczyzny opuściła wnętrze samochodu, z zawstydzeniem przytrzymując dłońmi wierzch sukienki, która niebezpiecznie unosiła się z powodu podmuchu mocnego wiatru, jaki panował na odludziu, gdzie się obecnie znajdowali. Dziewczyna mogła przysiąc, że widziała jak ten napaleniec zerka na nią kątem oka i uśmiecha się pod nosem na widok jej poczynań. Cholerny zboczeniec! - jej oburzony głos rozbrzmiał w jej głowie, gdy poczuła się jeszcze bardziej zażenowana zaistniałym faktem. - Chodź tu - mruknął oschle, podchodząc do niej i obejmując ją swoim szerokim ramieniem, w którym spokojnie mogłaby się schować. Zmarszczyła delikatnie swój nos w geście niezadowolenia, aczkolwiek w porę zdążyła ugryźć się w język, nim z jej ust padłyby niechciane słowa. Uwięziła swoją dolną wargę między zębami i posłusznie skierowała się z mulatem w stronę zaniedbanego, można rzec nawet, że obskurnego budynku, który samym swoim wyglądem zapewne odstraszał każdego przechodnia. Ona również nie czuła żadnej potrzeby zapoznawania się z jego wnętrzem, jednak jak widać szatyna mało co obchodziło zdanie szanownej Fray.
Blondynka wzięła głęboki wdech, po czym wkroczyła do środka u boku Malika, którego ręka zsunęła się z jej ramienia na wąską talię, przyciskając mocniej do swojego twardego boku. Jej usta nie stłumiły niechętnego jęku, jaki opuścił jej gardło, na co momentalnie została zmiażdżona przez ciemne spojrzenie Zayna. Jego wzrok wydawał się przepalać ją na wskroś, a młodej Fray, zdecydowanie się to nie spodobało. - Zamknij się i rób co ci każę  - wycedził jej wprost do ucha, na koniec przygryzając jego płatek przez co podskoczyła w miejscu, przełykając nerwowo ślinę. Wyczuwała kłopoty. Wielkie kłopoty.
Jej wzrok z coraz to większym przerażeniem chłonął wnętrze budynku, wprawiając dziewczynę w głębokie osłupienie. W tej chwili gorączkowo zastanawiała się nad tym ,czy ta ruina gorzej wyglądała na zewnątrz, czy też może w środku.
- Wyluzuj kochanie - usłyszała szept mulata, który wprawił jej serce w jeszcze większe obroty. Ale jak ona niby miała się rozluźnić w takiej.... nieprzyjemnej atmosferze? Wszędzie panował półmrok. W ogromnym pomieszczeniu znajdowało się po kilkanaście stołów, wokół których stali niezbyt miło wyglądający mężczyźni w towarzystwie wyzywająco ubranych kobiet. Kiedy tylko obok kogoś przechodzili, niemal czuła na sobie ten natarczywy wzrok zebranych, który przepalał jej skórę aż do samych kości. Smród alkoholu i tytoniu doszedł do jej nozdrzy, niemal ją lekko przyduszając swoim wątłym zapachem, co szatyn skwitował cichym parsknięciem. Blondynka zupełnie olewając postawę chłopaka, zatkała usta dłonią, dzielnie przeciskając się za nim przez tłum spoconych ciał nieznanych jej osób. Przylgnęła mocniej do boku Zayna, gdy napotkała lubieżny wzrok jakiegoś chłopaka, który w żaden sposób nie starał się ukryć zainteresowania jej smukłymi, odkrytymi nogami. Jeszcze bardziej obrzydził ją fakt, że nieznajomy we wstrętny sposób oblizał swoje wargi, bezczelnie przenosząc spojrzenie prosto w jej przerażone oczy.
- Spokojnie księżniczko, przy mnie nic ci nie grozi - zapewnił ją z lekkim rozbawieniem mulat, jeszcze mocniej wbijając swoje palce w jej biedne żebra, zupełnie jakby chciał potwierdzić wypowiedziane przed chwilą słowa. Blondynka bez żadnych protestów wtuliła się w jego klatkę piersiową, obejmując go ciasno w pasie swoimi kruchymi ramionami. W tym momencie wydawała się być taka bezbronna i delikatna. Aż dziw to mówić, ale Zayn poczuł dziwne poczucie odpowiedzialności za tą istotkę. Wiedział, że z pewnością nie pozwoli jej skrzywdzić. Przynajmniej nie w jego towarzystwie.
             - Yo Malik! - do ich uszu dotarł zachrypnięty głos wysokiego blondyna, który z anielskim uśmieszkiem na ustach podszedł do tej dwójki, witając się z szatynem poprzez męski uścisk dłoni. Zayn kiwnął w jego kierunku głową, po czym puścił blondynkę, grzebiąc dłońmi w kieszeniach swojej skórzanej kurtki. Zapewne szuka papierosów - przemknęło jej przez myśl. Przystąpiła nerwowo z jednej nogi na drugą, z lekkim zakłopotaniem patrząc się na uśmiechniętego nieznajomego, który mierzył ją z dziwnym rozbawieniem wymalowanym na twarzy.
- Witam piękną panią - zwrócił się do niej, podchodząc o krok bliżej, ujmując jej dłoń w swoją. - Niall Horan - przedstawił się, muskając wargami wierzch jej zimnej ręki. Po jej skórze rozszedł się delikatny prąd , a policzki pokrył żywy rumieniec.  Mężczyzna zrobił to z taką precyzją i delikatnością motyla, że z pewnością nie obraziłaby się, gdyby ta sytuacja miałaby się powtórzyć. Co tu dużo mówić? Blondynka miała po prostu wielką słabość do dobrze wychowanych facetów, których było coraz mniej na tym okrutnym świecie.
- Da-Dracy Fray - wyjąkała zawstydzona, spuszczając twarz, pragnąc zakryć swoje krwistoczerwone policzki wachlarzem blond loków, które swobodnie spływały po jej ramionach. Chłopak zaśmiał się dźwięcznie, przeczesując dłonią swoje miękkie, roztrzepane włosy.
- Słodka jest - skwitował Niall z dziwnym, aczkolwiek pociągającym akcentem. Dziewczyna mogłaby przysiąc, że Horan pochodził z Irlandii, jednak stuprocentowej pewności nie miała.
          Zgryzła lekko dolną wargę na słowa nowopoznanego i uniosła swój zażenowany wzrok, spotykając się  z jego intensywnie błękitnymi tęczówkami. Czemu czuła do tego chłopaka taką sympatię, skoro ledwo go znała? Przecież on się zadawał z Malikiem! Ten niewinny wygląd bezsprzecznie musi być tylko stwarzaniem pozorów.
- Nie powiedziałbym - prychnął kpiąco Zayn, patrząc się perfidnie na oburzoną jego komentarzem dziewczynę. Och, jak on ją uwielbiał drażnić! Ta złość jaka wpływała na jej cudną buziachnę... To było coś, co mógłby oglądać godzinami, a i tak by mu się nie znudziło.
- Wredny palant - szepnęła pod nosem tak, aby tylko ona mogła to usłyszeć. Zacisnęła palce na kancie czarnej sukienki, której zaczynała coraz bardziej nienawidzić i utkwiła wzrok w swoich butach, które stały się nagle bardzo interesujące.
- W takim razie oddaj ją mi - odezwał się blondyn, tym razem z niesamowitą powagą wymalowaną na twarzy. Jej głowa automatycznie uniosła się ku górze, a oczy rozszerzyły do nienormalnych rozmiarów. Co on...?!
Z gardła Malika wydobyło się ciche warknięcie, a chwilę później jego ręka mocno przyszpiliła dziewczynę do jego twardego ciała. Skrzywiła się czując palce wbijające się mocno w jej delikatną skórę, już wyobrażając sobie w tym miejscu liczne siniaki i zaczerwienienia. Uniosła zaskoczona wzrok na zaciętą twarz Zayna, której nie potrafiła w tym momencie odczytać. Był zły? Rozbawiony? A może zirytowany?  
- Zapomnij - wycedził wolno, rzucając papierosa na ziemię. Spojrzał się z rozdrażnieniem w poważne oczy Nialla, jeszcze mocniej zaciskając dłoń wokół jej kruchego ciała, na co sapnęła ciężko, ledwo łapiąc jakikolwiek wdech. - Ona jest moja - wychrypiał swoim władczym, nieznoszącym sprzeciwu głosem i minął przyjaciela, jednocześnie zgniatając butem rzucony wcześniej niedopałek. Darcy rozchyliła niedowierzająco wargi, zerkając jeszcze za siebie, na stojącego w tym samym miejscu blondyna, który patrzył się intensywnie w ich stronę. Widziała jak posyła  jej  lekki uśmiech, puszcza oczko i odchodzi, gubiąc się w tłumie nieznanych jej ludzi.
            - Chodź tutaj - mulat poklepał zachęcająco swoje uda, patrząc się wyczekująco w kierunku zażenowanej Darcy, która obecnie znalazła się pod obstrzałem ciekawskich spojrzeń osób, zebranych wokół wielkiego, dębowego stołu. Każdy z pięciu mężczyzn, którzy zajmowali krzesła, w odrażający dla dziewczyny sposób wypalał papierosa, bądź cygaro, sprawiając tym samym istną torturę dla układu oddechowego blondynki.
          Dziewczyna wzięła płytki wdech, po czym powolnym krokiem podeszła do siedzącego Malika, który z dziką zawziętością skanował każdy centymetr jej ciała, zupełnie jakby spodziewał się, że pod tą niezwykle niewygodną sukienką, ukryła jakąś broń masowego rażenia i lada moment wyciągnie ją spod swojej kreacji, chcąc powybijać wszystkich po kolei. Prychnęła w duchu na samą myśl, zatrzymując się w niewielkiej odległości od Zayna, który miał ją na wyciągnięcie ręki.
- Czyżbym wyraził się niejasno? - syknął jadowcie, marszcząc groźnie swoje czoło. Darcy przełknęła powoli ślinę, karcąc się w duchu za to, co zamierzała zaraz powiedzieć.
- Wolę postać - odparła, o dziwo, spokojnym głosem, nawet zdobywając się na odwagę by spojrzeć w czekoladowe tęczówki Zayna, które teraz przybrały ciemną, znienawidzoną przez dziewczynę, mroczną barwę. Widziała jak jego szczęka zaciska się mocno, a żyły na szyi robią się coraz to bardziej widoczne. Chyba go zdenerwowałam - przemknęło jej przez myśl, na co westchnęła w duchu. Tego faceta w zadziwiająco łatwy sposób jest wyprowadzić z równowagi.
- Mam gdzieś czego chcesz - wycedził wściekle, gwałtownie łapiąc ją za nadgarstek prawej ręki i szybkim ruchem ciągnąc w swoją stronę, w wyniku czego wylądowała prosto na jego kolanach. Jęknęła z niezadowoleniem, wydymając usta do przodu i krzyżując ramiona na piersi, by pokazać chłopakowi, jak bardzo nie podobało jej się obecne położenie. Zayn, widząc jej reakcję ,parsknął pod nosem, odgarniając jej włosy na lewe ramię, układając swoją brodę na prawym. Podrażnił jej delikatną skórę kilkudniowym zarostem, powodując lekkie dreszcze i niepokój malujący się na jej twarzy. Panna Fray nie bardzo wiedziała czym to było spowodowane, ale coraz bardziej zaczynała sądzić, że mężczyźni z zarostem są bardzo... pociągający? Och, ale to przecież nie ma nic wspólnego z tym oto osobnikiem! Serio. Blondynka nawet nie spostrzegła, że mulat preferuje lekką "bródkę".  - Rozluźnij się księżniczko - wymruczał jej do ucha, powodując, że posmak nikotyny i mięty owinął jej słodkie zmysły. Mmm.... czy tylko pan Malik ma taki charakterystyczny, kojący zapach?
- Ja jestem rozluźniona - wycedziła wolno, mrużąc przy tym oczy niczym mały, niepozorny kotek. Szatyn prychnął pod nosem, owijając swoją prawą dłoń wokół jej szczupłej talii. Do drugiej ręki chwycił karty, które do tej pory leżały na stole i w skupieniu zaczął się im przyglądać, kątem oka zerkając na swoich rywali, którzy starali się wyglądać równie mrocznie i tajemniczo co Zayn, jednak blondynka z rozbawieniem stwierdziła, że nie bardzo im to wychodziło.
          Darcy nie bardzo wiedziała ile czasu już upłynęło, aczkolwiek zgadywała, że dość dużo. Sugerowały to jej obolałe pośladki i zdrętwiałe uda, które co jakiś czas pocierane były przez ciepłą dłoń Malika, który wówczas zastanawiał się nad swoim posunięciem. Co prawda młoda Fray nigdy nie znała się na tego typu... rozrywkach, aczkolwiek bez skropułów mogła stwierdzić, że szatyn grał najlepiej ze wszystkich obecnie zebranych tam osób. Plik dolarów leżących przy nich na stole, z każdym, ponownym rozdaniem kart zwiększał się, a dziewczyna nie potrafiła nawet oszacować, ile Zayn zdążył już wygrać.
            Dziewczyna poruszyła się niespokojnie, pragnąc usadowić się w zadowalający dla siebie sposób, jednak zapalniczka Malika, która jak na złość musiała znajdować się w kieszeni jego spodni, natrętnie wbijała się w jej niezadowolone z tego faktu pośladki, które domagały się przynajmniej chwilowego odpoczynku. Sądząc jednak po zaciętej minie chłopaka i skupieniu na jego twarzy, mogła wnioskować, że upragniony koniec nie nadejdzie zbyt szybko. Westchnęła cicho, zaczepiając za ucho kosmyk włosów. Trzeba coś wymyślić.
- Um... Zayn? - spytała niepewnie. Mulat nie poruszył się nawet o centymetr, jednak dostała odpowiedź w postaci cichego pomruku, sugerującego, aby mówiła dalej. Zgryzła dolną wargę, wpatrując się uporczywie w karty chłopaka. - Muszę do toalety - wyszeptała z lekkim zażenowaniem, dopiero teraz zyskując uwagę szatyna, który spojrzał się na nią spod uniesionej brwi. Zarumieniła się lekko, patrząc się na niego z wyczekaniem.
- Drugie drzwi na lewo, jak wyjdziesz na korytarz - zakomunikował jej, poluźniając ucisk na jej podbrzuszu, aż wkońcu kompletnie zabierając swoją dłoń, przez co poczuła dziwną pustkę. Szybko zignorowała niespodziewane uczucie i poderwała się na równe nogi, żwawym krokiem udając się za instrukcjami szatyna, czując na sobie jego prześwietlający wzrok, który niemal wypalał dziurę w jej biednych plecach.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą widząc brązowe, sosnowe drzwi ze złotym znaczkiem w postaci kółeczka. Pchnęła niepewnie drewnianą powierzchnię i zmarszczyła delikatnie nos, na sam koniec kichając od ostrego zapachu kobiecych perfum, które mieszały się ze sobą w powietrzu, podrażniając wszystkie zmysły. Tak, to bez wątpienia była damska toaleta.
Blondynka zwinnym ruchem przedostała się do białych umywalek, w akompaniamencie swoich niebotycznie wysokich koturn, które w zaskakujący dla młodej Fray sposób, okazały się być bardzo wygodne. Odgarnęła na plecy swoje blond kosmyki włosów i jęknęła z niezadowoleniem, dostrzegając sine wory pod oczami. Co prawda tej nocy z pewnością nie mogła zaliczyć do tych "udanych", jednakże nie sądziła, że brak kilku godzin snu, może wpłynąć aż tak negatywnie na jej wygląd, nie wspominając o wyraźnie złym samopoczuciu, które dawało jej się we znaki.
Wypuściła z wyraźną frustracją powietrze spomiędzy suchych warg i odkręciła kran, mocząc swoje dłonie pod ciurkiem zimnej wody, która dała jej dziwne ukojenie. Z lekkim zainteresowaniem wpatrywała się w perliste krople cieczy, które z gracją sunęły po jej bladej skórze, by na sam koniec skapnąć na dno białej umywalki.
W jej głowie panował teraz istny chaos, nad którym w żaden sposób nie potrafiła zapanować. Roztargnione myśli przeplatały się ze sobą niczym nitki srebrnej pajęczyny, a Darcy nie potrafiła oszacować, na której powinna skupić się najbardziej. Na próbie ucieczki? A może na użalaniu się nad sobą i tęsknotą za bratem, do którego tak bardzo pragnęła się teraz przytulić? A tak w ogóle, to po jaką cholerę, Malik przytaszczył ją tutaj ze sobą?! Przecież to nie miało najmniejszego sensu! Nie trzymało się kupy. Chciał mieć ją jako ozdobę? Miała stanowić wypełnienie tej jego dziwacznej aury?
              - To bez sensu - westchnęła z rezygnacją, opierając się dłońmi o kanty umywalki. Wlepiła spojrzenie w swoje blade odbicie, z niesmakiem skanując swoją urodę, która według niej, nie była w żaden sposób zadowalająca. Ciemne, brązowe tęczówki, nijak miały się do tych wszystkich posiadaczek błękitnych oczu, które zniewalały swoim turkusowym odcieniem. Mały, zgrabny nosek, na którym z bliska widoczne były drobne, pojedyncze piegi, które przez jej mamę, zawsze uznawane były za "urocze". Suche, niekształtne wargi, często układały się w różnych grymasach, zależnie od humoru dziewczyny, nie wspominając o włosach, które zdawały się żyć własnym życiem i kierować się swoimi prawami, odmawiając kompletnego posłuszeństwa biednej Darcy, która godzinami potrafiła męczyć się nad opanowaniem ich i jako takim ułożeniem. Innymi słowy, panna Fray zaliczała się do tej grupy dziewcząt, które dałyby wszystko, żeby tylko móc coś w sobie zmienić.
                - Hej księżniczko! - usłyszała za sobą czyjś zniecierpliwiony głos, na co podskoczyła w miejscu, odwracając się za siebie, stając niemal twarzą w twarz z jakąś czerwonowłosą dziewczyną, która tupała nerwowo swoją stopą, "opakowaną" w ciężki, czarny glan. Uniosła minimalnie swoje brwi ku górze, przyglądając się nieznajomej z lekkim zdezorientowaniem, ale i zaciekawieniem. Musiała przyznać, że przedstawicielka płci pięknej zdecydowanie wyróżniała się tutaj swoim wyglądem i mimo iż może prezentowała się dość... zjawiskowo, to spodobało się to Darcy. Była inna niż te wszystkie kobiety, duszące się w przyciasnych, krótkich kieckach, które przy minimalnym świetle, błyszczały niczym ogromne kule dyskotekowe. - Mogłabyś w końcu łaskawie przesunąć swój chudy tyłeczek na bok, czy może ci w tym pomóc? - prychnęła oschle, na co blondynka zarumieniła się lekko, zdając sobie dopiero sprawę ze swojego nieco egoistycznego podejścia. W łazience znajdowały się tylko dwie umywalki, a ona zajmowała jedną już od dobrych piętnastu minut, mimo iż praktycznie z niej nie korzystała. Niczym potulny piesek słuchający się swego pana, przesunęła się kilka kroków w lewą stronę, bucząc pod nosem ciche "Oczywiście, przepraszam". Nowoprzybyła totalnie ignorując jej słowa zajęła miejsce przed lustrem, wyciągając z kieszeni czarnych, skórzanych spodenek krwistoczerwoną pomadkę, którą przesunęła po swoich wydętych wargach, kończąc to charakterystycznym cmoknięciem. Blondynka przekrzywiła minimalnie głowę na bok, z zainteresowaniem przyglądając się złotemu kolczykowi, jaki błyszczał w nosie czerwonowłosej. Panna Fray nie mogła ukryć faktu, że zawsze podobał jej się piercing w tego typu miejscach, jednak nigdy nie było o tym mowy, gdyż zawsze przed oczami już widziała wściekłe miny rodziców i wieczny szlaban, jaki prawdopodobnie by ją czekał. Ba! Na bank zostałaby wydziedziczona i oddana do ośrodka dla trudnej młodzieży.
- Na co się tak gapisz blondi? - syknęła nieznajoma, spoglądając na Darcy kątem oka. - Coś ci się nie podoba? - dodała z minimalną dawką jadu, odwracając się przodem do zaskoczonej blondynki, mierząc ją swoim zielonym spojrzeniem. Skrzyżowała wyzywająco ramiona na piersi, czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony brązowookiej. Fray zmieszała się, starając się posłać w kierunku dziewczyny lekki uśmiech, chcąc tym samym złagodzić sprawę.
- Ależ nie! - odparła szybko. - Po prostu... bardzo podoba mi się twój kolczyk - odparła zażenowana, ponownie spoglądając na cyrkonię w nosie buntowniczki. Brwi dziewczyny drgnęły ku górze, a jej usta zacisnęły się nieco mocniej.
- Nie chrzanisz? - upewniła się, na co blondynka szybko zaprzeczyła głową. Usta nieznajomej uformowały się w dziwnym grymasie, aczkolwiek Darcy mogłaby przysiąc, że przypominało to próbę zduszenia lekkiego uśmiechu, jaki chciał wpłynąć na twarz czerwonowłosej. - Dzięki - mruknęła pod nosem dziewczyna, ponownie odwracając się w stronę lustra, tym razem sięgając do tylnej kieszonki swoich spodenek, wyciągając czarny tusz, którym poprawiła swoje już i tak mocno wymalowane rzęsy, na których zaczęły powstawać maleńkie grudki. I aż dziw cudy to stwierdzić, ale według Fray, wcale nie wyglądało to sztucznie. Ba! Sądziła nawet, że ta głęboka czerń znajdująca się na jej oczach, jedynie podkreślała niesamowitą zieleń jej tęczówek.
- Co tym razem? - spytała lekko podirytowana dziewczyna, widząc że blondynka nie rusza się z miejsca, a jedynie nadal jej się przygląda. - Za mocny mam makijaż, czy jak? - fuknęła rozdrażniona, na co brązowooka przełknęła wolno ślinę, drapiąc się niezręcznie po policzku.
- Nie, przepraszam. Już sobie idę - wydusiła z siebie spokojny ton, powoli odwracając się na pięcie i kierując w stronę drzwi. Kiedy już była w połowie drogi, usłyszała głębokie westchnięcie za swoimi plecami.
- Ej no! Zaczekaj - odezwała się buntowniczka, opierając się biodrem o białą umywalkę. - Nie chciałam być... nieuprzejma - wyburczała cicho, patrząc się uważnie na Darcy, która zatrzymała się w miejscu, zerkając przez ramię na nieznajomą. - Po prostu nie jestem przyzwyczajona do tego, że ktoś jest dla mnie taki miły - wzruszyła ramionami, krzyżując nogi w kostkach. - Zazwyczaj spotykam się z niezbyt przychylnymi komentarzami od strony innych.
- Niby czemu? - brwi Fray zmarszczyły się delikatnie, tworząc tym samym jedną, prostą kreskę.
- Cóż, być może dlatego, że nie wyglądam jak każda typowa laska, a ludziom się to nie podoba? - prychnęła z sarkazmem, jednak blondynka kompletnie to zignorowała, uśmiechając się przyjaźnie.
- Pieprzyć innych - stwierdziła beztrosko, na co nieznajoma zaśmiała się, kręcąc delikatnie głową.
- To były najmądrzejsze słowa jakie do tej pory padły z twoich ust - rzuciła wesoło, unosząc kąciki warg ku górze. - Funky - przedstawiła się, wyciągając swoją dłoń z idealnie wypielęgnowanymi paznokciami, pomalowanymi na czarny, hybrydowy kolor. Blondynka zamrugała zaskoczona powiekami, również wyciągając swoją rękę w kierunku nowopoznanej dziewczyny.
 - To twoje prawdziwe imię?
Czerwonowłosa zarzuciła swoimi kosmykami na boki, poprawiając ciemną, koronkową bluzeczkę z dość głębokim dekoltem, który eksponował jej niewielki, aczkolwiek ładny biust.
- Nie - westchnęła ciężko. - Rodzice pokarali mnie imieniem Francesca.
Z ust Fray wydobyło się ciche "och", gdy przytaknęła porozumiewawczo głową. Najwyraźniej Funky nie bardzo przepadała za swymi "inicjałami", czego blondynka nie bardzo mogła zrozumieć. W końcu jej imię było oryginalne i miało w sobie jakiś nieopisany urok, który przypadł dziewczynie do gustu. - A ty?
- Uch, co? - zamrugała zdezorientowana powiekami, po chwili ganiąc się za to w myślach. - Ach tak! Jestem Darcy - przedstawiła się z lekkimi wypiekami na twarzy, klnąc w duchu za brak jakiegokolwiek rozgarnięcia.
- Darcy, tak? - powtórzyła z przymrużonymi oczami, uśmiechając się zaczepnie. - A więc to jest imię nowej zabaweczki Malika?


 



Od autorki:
Bez przynudzania, szybko, krótko i na temat.
Wkońcu znalazłam czas, aby dokończyć ten nieszczęsny rozdział siódmy, który chodził już za mną od jakiegoś czasu. Tłumaczyć już się nawet nie będę, bo wiadomo, że powiem to samo, huh? ;>
Mam nadzieję jednak, że pomimo tak długiej... no nazwijmy to "przerwy", ktoś tu jeszcze zagląda i interesuje się dalszymi losami Zayna i Darcy ;3
Dziękuję ze swego całego serduszka za wszystkie komentarze, które naprawdę mocno mnie podbudowują. Mam nadzieję, że będzie tak dalej <3
A jak Wam mija czas przed Wielkanocą? Wiem, że niektórzy piszą niedługo egzaminy gimnazjalne... Dajcie znać jak Wam poszło! (;
 
 

нσρє♥

wtorek, 25 lutego 2014

Rozdział 6

Bardzo proszę każego czytającego o pozostawienie komentarza - naprawdę wiele to dla mnie znaczy i mocno motywuje do dalszego działania! <3

            - Co my robimy pod moją szkołą?
Blondynka sama nie wiedziała czemu, ale zdecydowanie nie czuła się swobodnie w takim położeniu. Nie miała zielonego pojęcia co ten facet kombinuje, ale była święcie przekonana, że nie będzie to coś, co jej się spodoba. I chyba wolała się nawet o tym nie przekonywać na własnej skórze.
- Stoimy, nie widać? - odparł oschle, gasząc silnik i wyciągając kluczyki ze stacyjki. Z ust dziewczyny wydobył się głośny dźwięk oburzenia, na co szatyn przeniósł na nią swoje chłodne spojrzenie, unosząc wymownie swą brew ku górze. - Jakiś problem księżniczko? - spytał z wyczuwalną kpiną w głosie, dając jej tym samym do zrozumienia, że nie przyjmuje żadnej przeczącej odpowiedzi. Dziewczyna siłą zdusiła w sobie chęć wytknięcia mu kilku jego nieprzyjemnych zachowań, co korciło ją od samego początku ich dziwacznej znajomości. Obecnie również była pod wielkim wrażeniem swojej wytrzymałości emocjonalnej, gdyż znając życie, wiele osób na jej miejscu by po prostu nie wytrzymało w towarzystwie tegoż irytującego osobnika i z pewnością dałaby upust emocjom, co zapewne nie skończyłoby się najlepiej dla jednej ze stron, a podświadomość wyraźnie podpowiadała jej, że to Malik byłby na wygranej pozycji. 
- Mógłbyś mi to wytłumaczyć? - spytała najspokojniej jak tylko potrafiła, zdobywając się nawet na nutkę prośby w głosie, co zostało skwitowane cynicznym uśmieszkiem Zayna. 
- No proszę, jak chcesz to potrafisz być milsza - puścił blondynce oczko, jednocześnie odpinając jej pas bezpieczeństwa. Nadmieńmy również, że przez to znacznie zmniejszyła się odległość między nimi.
- Na takie traktowanie trzeba zasłużyć panie Malik - odparła arogancko, krzyżując ramiona na piersi. Chłopak zaśmiał się dźwięcznie, jednakże można było wyczuć w tym tony kpiny i niedowierzania, które mieszały się ze sobą, powodując nieprzyjemny dreszcz na ciele dziewczyny. 
- A więc czym sobie na to zapracowałem panno Fray, huh? - spytał zaczepnie, tym samym wchodząc w tą dziwną grę, jaka toczyła się między nimi od samego początku, gdy tylko wsiedli do tego przeklętego samochodu.
- Niczym - odparła szczerze, wzruszając przy tym ramionami. - Po prostu chcę wiedzieć i tyle.
Przez chwilę między nimi panowała niesamowita cisza. Ich spojrzenia mierzyły się ze sobą, jakby każde z nich chciało coś wyczytać z tęczówek przeciwnika. Darcy nawet z lekkim zaskoczeniem dostrzegła, iż takie nieme walki, coraz częściej zaczynają się pojawiać pomiędzy nimi. Sama nie wiedziała tylko, co przez to chcieli osiągnąć. W czym miało pomóc rozstrzygnięcie tego, kto najdłużej wytrzyma wzajemne, świdrujące spojrzenia? Mimo iż tego kompletnie nie rozumiała, to za nic nie chciała się poddawać. Jakaś część jej podświadomości wmawiała jej, iż w ten sposób pokaże Malikowi, że wcale nie jest taka słaba jak mu się wydaje i jak chce, to potrafi być silną kobietą, która zrobi wszystko, aby postawić na swoim. 
- Pewnie gdybym przejmował się twoim zdaniem, to zabolałaby mnie twoja odpowiedź, shawty -  rzucił gorzko Zayn, tym samym przerywając milczenie, jednak ani na sekundę nie odwracając od niej swojego natarczywego wzroku. Czoło dziewczyny zmarszczyło się minimalnie, w geście zdezorientowania. Nie bardzo wiedziała co też szatyn chciał osiągnąć poprzez te słowa. A może miało to na celu zbicie mnie z tropu? Jeśli tak było, to trzeba przyznać, że wyszło to chłopakowi wręcz wzorowo. - Dopóki nie załatwię spraw z twoim braciszkiem, muszę mieć cię na oku cukiereczku, bo jestem pewien, że Fray z pewnością już kombinuje jak by mi ciebie tu zabrać - odparł mrukliwym, nieco mrocznym tonem, chwytając między palce pukiel jej złotych włosów. - A to równa się z tym, że przez pewien czas, musisz zrezygnować ze szkoły, bo nie mam zamiaru latać za tobą po korytarzach i pilnować wszelkich możliwych wyjść  z tego budynku - dodał, cały czas uważnie obserwując jej kosmyk, jaki delikatnie obracał w swoich palcach. Na jego słowa ciało Darcy maksymalnie się spięło, a po kręgosłupie przepłynął strumień zimnego potu. Nie mógł jej przecież tego zrobić... a co ze stypendium? Co z tymi wszystkimi, cholernymi latami spędzonymi nad książkami? To wszystko miało od tak wyparować za sprawą kaprysu tego nadętego dupka? Nie. Nie mogła przecież na to pozwolić!
- Ale ja nie mogę teraz...
- Ależ zapewniam cię, że możesz - warknął nieco podirytowany, dając mocny nacisk na ostatnie słowo. - Nawet powiem ci więcej. Musisz.
- Nie! Wcale nie! - krzyknęła głośno, gwałtownie odsuwając się do niego, tym samym sprawiając, że pukiel jej włosów wysunął się poza zasięg rozdrażnionego Malika. Darcy przylgnęła mocno plecami do drzwi samochodu, łudząc się, iż pomoże jej to w jakiś sposób zwiększyć między nimi dystans. - Ty nic nie rozumiesz! - dodała głośniej, czując jak do oczu napływają jej łzy. - Nie mogę sobie robić przerw! Od czterech lat mam nienaganną obecność na zajęciach i wysokie osiągi w nauce. Harowałam w pieprzonej kawiarni na kilka zmian, żeby zarobić kasę na życie i mieć za co opłacić rachunki. Robię to wszystko po to, aby zyskać stypendium. Jeśli teraz zawalę, mogę pomarzyć o studiach! Nie mam wystarczającego wsparcia finansowego, żeby opłacić swoją dalszą edukację. Ashton zrezygnował dla mnie ze swojej wymarzonej uczelni, aby móc nas utrzymać. Dał mi szansę na lepsze życie. Nie mogę tego od tak zmarnować!  Potrzebuję tego stypendium, do jasnej cholery! - zaczęła szlochać, waląc pięścią w swoje udo. Malik przez dłuższą chwilę siedział w zupełnym zdezorientowaniu, czując jak zaczynają ogarniać go niepewności. Czy miał prawo odbierać jej to wszystko? Wkońcu to nie ona mu zaszkodziła, tylko ten jej cholerny brat. To z nim powinien się rozprawiać, a nie z nią. 
- Przestań się mazać - syknął przez zęby, pocierając dłonią swoją brodę, jakby się nad czymś gorączkowo zastanawiał. Nie ma mowy. Nie odpuszczę - pomyślał sfrustrowany Zayn, przybierając swoją wcześniejszą, pewną siebie postawę. - Wysiadaj - zakomunikował chłodno, sam w szybkim tempie opuszczając auto, w którym zostawił zdrętwiałą Fray, która nie mogła w to wszystko uwierzyć. 

            Blondynka blada na twarzy niczym ściana, powolnym krokiem opuściła gabinet dyrektora, naturalnie w towarzystwie zadowolonego Malika, który obejmował ją swoim szerokim ramieniem, wlepiając na usta leniwy uśmiech, który miał stwarzać pozory wokół jego nieodgadnionej osoby. Dziewczyna nie potrafiła nawet opisać słowami tego, co się działo za dębowymi drzwiami pana Gregora Waltera. Nie mogła pojąć jakim cudem Zayn namówił tego starego prycha, aby w środku roku szkolnego, przyjął rzekomego kuzyna Darcy, którym miał być nie kto inny jak sam Louis. Blondynka sama nie wiedziała jak powinna skwitować całą tą sytuację. Czy się cieszyć? Wkońcu Zayn w jakiś sposób pokazał jej, że jednak nie jest taki bezuczuciowy jak jej się wydawało i zmienił swoje dotychczasowe plany, specjalnie dla jej osoby. Gdy tylko o tym myślała czuła przyjemne ciepło w okolicach żołądka, jednak nie potrafiła się tym dostatnie rozkoszować, gdyż przez jej głowę przewijały się również różnego rodzaju wątpliwości. Czy to aby na pewno dobrze, że Lou będzie łazić za nią krok w krok, rozliczając ją z każdego wyjścia do toalety? 
- Darcy? 
Młoda Fray zatrzymała się gwałtownie na środku zatłoczonego korytarza, gdy usłyszała za sobą ten dźwięczny głosik, którego w życiu nie mogłaby zapomnieć. Jej twarz mocno stężała, natomiast powieki zaczęły nerwowo opadać i unosić się ku górze, utwierdzając jedynie fakt, że dziewczyna po prostu nie miała zielonego pojęcia co powinna ze sobą począć. Cholera, co teraz?! - krzyknęła spanikowana w myślach, czując jak wielka dłoń szatyna zaciska się mocniej na jej ramieniu, co miało stanowczo odwieźć ją od pomysłu odezwania się do nowo przybyłej.  Ach, tak? - przemknęło jej przez myśl, gdy zerknęła kątem oka na znaczący wzrok Malika. O nie. Tym razem nie będzie nią manipulować. 
- Jo! - pisnęła wysokim głosem, odwracając się gwałtownie za siebie, aby stanąć twarzą w twarz ze swoją przyjaciółką, która uśmiechała się do niej szeroko, co chwila zerkając znacząco w stronę Zayna, który z całych sił starał się maskować swoje rozdrażnienie. Tak. Chyba go właśnie zdenerwowała. 
Dziewczyny zamknęły się w czułym uścisku, zupełnie jakby nie widziały się latami, na co Darcy uśmiechnęła się delikatnie pod nosem. Tak bardzo brakowało jej kogoś bliskiego. Była pewna, że dzięki tym kilku minutom rozmowy z szatynką, zyska choć trochę oparcia i ciepła, które pomoże jej jakoś przetrwać kolejne dni z chorą paczką Malika, włączając w to i jego skromną osobę. 
- Co to za przystojniaczek, huh? - Jo zachichotała wesoło do ucha blondynki, na co ta przełknęła nerwowo ślinę, odsuwając się powoli od swojej przyjaciółki. Zerknęła niepewnie za siebie, na postać stojącego szatyna, oblizując przy okazji językiem swoje suche wargi. 
- To jest... tak jakby... em znajomy?
- Też bym takiego chciała! - szatynka zaśmiała się łobuzersko, zgryzając wargę i z wyraźnym zainteresowaniem w oczach, zaczęła mierzyć jego sylwetkę pożądliwym wzrokiem, na co Darcy miała ochotę strzelić się z całej siły w czoło. Wierz mi, nie chciałabyś.
- Nie wątpię - Fray uśmiechnęła się pobłażliwie, zaczepiając kosmyk włosów za swoje ucho. Miała ochotę wykrzyczeć głośne "Ratuj mnie kobieto! Ten facet to wariat!", jednak wzorowo się tego wyzbywała, nawet woląc nie myśleć,  jakie później musiałyby ją spotkać konsekwencje za tego typu zachowanie. 
- Powiedz mi... jaki jest?
- Huh? - sapnęła zdezorientowana blondynka, przystępując nerwowo z nogi na nogę. Tak. Zdecydowanie nie dało się nie poczuć tego świdrującego spojrzenia Malika, który wypalał dziurę w jej biednej głowie .
- No w łóżku - szatynka odparła zdecydowanie za głośno, przez co Darcy mogła się założyć, że w tej chwili na wargach mulata, rozciągnął się seksowny, pełen figlarności uśmieszek. Zabiję cię Jocelyn!
- Zamknij się! - skarciła przyjaciółkę, robiąc się czerwona na twarzy niczym dojrzała piwonia. - Skąd wogóle taki pomysł? Przecież mówiłam, że jesteśmy tylko...
- Znajomymi? - prychnęła kpiąco Jo, unosząc swe wydepilowane brwi ku górze. - Och, proszę cię Fray! Czy ty widziałaś wogóle jak on gapi się na twój tyłek? Jestem pewna, że gdyby tylko mógł, to w tej chwili wziąłby cię na jednej ze szkolnych ławek - zachichotała wesoło, kręcąc z politowaniem głową, gdy dostrzegła zażenowanie wymalowane na twarzy blondynki. - A widziałaś te dłonie? Dziewczyno jestem pewna, że potrafi robić nimi niesamo....
- Starczy Jo! - warknęła wściekła, zaciskając nerwowo zęby na swojej dolnej wardze. Czemu ona nie mogła mieć przynajmniej jednego normalnego przyjaciela? Czy o tak wiele prosiła?
- Nie przedstawisz mnie koleżance, słoneczko? - przy jej uchu rozniósł się niski, mrukliwy głos, który przytrafił ją o szybsze bicie serca.  Blondynka napięła się niczym struna, ignorując dziwne mrowienie w okolicach dolnej partii brzucha, gdy tylko poczuła jak ogromna dłoń mulata, zaborczo obejmuje ją w pasie, a jego umięśniona klatka piersiowa styka się z jej plecami. Zgiń! - krzyknęła głośno w myślach, przełykając nerwowo ślinę. 
- Em... To jest Zayn -pieprzony - Malik - mruknęła niepewnie w stronę zarumienionej Jocelyn, która wydawała się być oczarowana postacią szatyna. - Mój...
- Chłopak - wtrącił szybko mężczyzna, układając wygodnie swoją brodę na ramieniu Dracy. Brwi blondynki zmarszczyły się mocno w geście zaprzeczenia, jednak wystarczył jeden, mocniejszy uścisk ze strony chłopaka, aby wlepiła na twarz sztuczny uśmiech, przenosząc wzrok na swoją przyjaciółkę.
 - Właśnie - dodała nieco ciszej, jakby nie chciała, aby ktokolwiek to usłyszał. Jo machnęła w jej kierunku znacząco brwiami, po czym ponownie posłała swój zniewalający uśmiech w kierunku Malika.
 - Jocelyn Brooks - odparła swoim melodyjnym głosikiem, zgryzając na sam koniec swoją dolną wargę. Fray mogła się założyć, że w tym momencie jej przyjaciółka, musiała wyglądać dla niego niezwykle atrakcyjnie i pociągająco. Ale wkońcu co się dziwić? Zawsze tak było. To Jo była tą ładniejszą, która wyrywała wszystkich chłopców po kolei, natomiast Darcy tą rozważną, która starała się unikać jakichkolwiek kłopotów. Były swoimi znacznymi przeciwieństwami. 
- Miło mi - chłopak mruknął swoim seksownym głosem, uśmiechając się do niej łobuzersko, na co szatynka zarumieniła się mocno, przenosząc swoje spojrzenie typu "Ale on gorący!" na twarz Darcy. - Wybacz, ale musimy już się zbierać. Mamy małe plany, prawda księżniczko? - wyszeptał Fray do ucha, specjalnie nadgryzając jego płatek, przez co wstrzymała gwałtownie powietrze, czując jak krew szybciej pulsuje jej w żyłach. Nienawidzę cię Malik! - Chodźmy mała - musnął swoimi rozgrzanymi wargami fakturę jej skóry, po czym splatając ich palce razem, pociągnął ją w stronę wyjścia, nawet nie dając jej się pożegnać razem z Jo, która nadal stała na korytarzu, wpatrując się zaczarowana w oddalającą się sylwetkę Zayna.
           - Nie musiałeś tego robić - fuknęła nieco zdenerwowana blondynka, gdy tylko znaleźli się przy samochodzie szatyna. Jego twarz rozjaśnił chamski uśmiech, przez co żyłka na czole dziewczyny poczęła niebezpiecznie pulsować. 
- Owszem - stwierdził beztrosko, otwierając przed nią drzwi Hummera. - Ale chciałem - dodał z zadowoleniem w głosie, gdy ta zajęła swoje miejsce. 

~*~

           Ashton nie spał przez całą noc. Od wczoraj, kiedy to miał przyjemność skonfrontować się ze znienawidzonym Zaynem Malikiem, nie potrafił wysiedzieć ani chwilę spokojnie. Dobrze znał mulata. Wiedział, że chłopak jest nieobliczalny i w akcie gniewu, czy też wybuchu, potrafi zrobić niemal wszystko, nie przejmując się żadnymi konsekwencjami. Skłamałby stwierdzając, że ani trochę nie martwił się o Darcy. Ba! On odchodził od zmysłów, nie mogąc pogodzić się z tym, że jednak nie potrafił upilnować swojej młodszej siostry, która była teraz jedyną osobą, bliską jego sercu. Miał tylko ją. Od pamiętnej śmierci rodziców nie było im łatwo. Ledwo wiązali koniec z końcem, nie mogli pozwolić sobie na wszelkiego rodzaju wygody, jakich mieli pod dostatkiem za życia rodzicieli. Blondyn codziennie powtarzał sobie w myślach, że będzie chronić Darcy, stanie się jej podporą, niczym ludzka wersja anioła stróża. Nie chciał, aby spotkała ją jakakolwiek krzywda. Była jego oczkiem w głowie, jedyną osobą, dzięki której jego życie nadal miało sens.  Zawsze podziwiał ją za to, jak idealnie potrafiła maskować swoje uczucia. Gdy odczuwała ból lub strach, bez najmniejszego problemu wymuszała na swoich malutkich wargach słaby uśmiech, który od dwóch lat coraz częściej gościł na jej twarzy. Ashton często nie mógł tego znieść. Nie chciał, aby taka była. Słaba, zamknięta w sobie, niepotrafiąca podzielić się z innymi swoimi problemami. To ją niszczyło od środka, co można było spostrzec jedynie w jej smutnych, brązowych oczach, które często zachodziły delikatnymi łzami. 
           - Spieprzyłeś sprawę, idioto! - wydarł się sam do siebie, z impetem łażąc po pokoju i wywalając oraz kopiąc wszystko, co stanęło na jego drodze. Porozrzucane po podłodze kartki szeleściły przy każdym jego kroku, przewalone, obrotowe krzesło, w połowie przysłoniło wyjście z pomieszczenia, natomiast krystaliczne odłamki szkła z niewielkiego lustra, pokaleczyły jego obdarte kostki, z których ciurkiem sączyła się szkarłatna krew, zostawiając po sobie ślady na jego śnieżnobiałej, wygniecionej koszulce. Chłopak przetarł twarz w akcie desperacji, co chwila to rozluźniając, to napinając mięśnie swojego ciała. Wiedział, że musi szybko działać. To była sprawa niecierpiąca najmniejszej zwłoki, co tylko pogarszało jego samopoczucie. 
Z mocno zaciśniętymi ustami chwycił w dłoń telefon, przesuwając palcem po gładkim, dotykowym ekranie, który wydał z siebie ciche kliknięcie, oznajmiające iż hasło zostało poprawnie wprowadzone. W ekspresowym tempie wszedł w listę kontaktów i chwilę później unosił urządzenie do ucha, wypowiadając tylko jedno, jedyne słowo
- Payne.





Od autorki:
Yo moje misiunie! xD 
Tak, tak, wiem. "CZEMU DO JASNEJ CHOLERY Z TAKIM OPÓŹNIENIEM?!". "Wymówka" ta sama co zawsze: szkoła, nauka, życie prywatne, mało czasu... Nic nowego, huh? ^^ Wybaczcie, ale niestety tak to wygląda. Teraz mam jedynie czas w weekendy na pisanie, a wiecie, że bardzo mozolnie mi to idzie, więc póki co nie przewiduję aby coś miało zmienić się w tej kwestii TTT.TTT
Dziękuję Wam jednak za to, że mimo moich wszelkich kaprysów i niedogodnień, jesteście ze mną i chyba nawet mogę stwierdzić, że przybyło czytelników ;D Kocham Was z całego serducha! <3
Wracając jednak do rozdziału, mam nadzieję, że nie jest chaotyczny i wszystko jest w nim zrozumiałe. Wiem że KRÓTKI, ale myślę, że mimo wszystko może trochę zaspokoić Wasz "głód" ;)  Co do tej przeklętej sukienki, na którą dość sporo osób zwróciło uwagę w komentarzach - wyjaśni się to w następnej notce. 
Co sądzicie o zachowaniu Malika? Przewidujecie może jakie ma plany względem Darcy? I jaką rolę odegra Payne? ^^


Jeśli chodzi o pousuwane komentarze - proszę, aby wszystkie spamy, zaproszenia i inne takie, umieszczane zostały w zakładce CZYTAM I POLECAM, gdyż właśnie tam jest ich miejsce.